Piątek, piąteczek, piątunio.

Przed nami kolejny weekend piłkarskich emocji. Już dziś startują najlepsze ligi Europy w tym Lotto Ekstraklasa. Już o godzinie 18:00 na stadionie przy ulicy Kałuży w Krakowie miejscowa Cracovia podejmie Śląska Wrocław. Będzie to istotne spotkanie dla obu ekip. Znajdująca się w ogromnym dołku Cracovia musi szukać punktów na własnym obiekcie, ale na drodze mogą stanąć goście, którzy w ostatnich dwóch meczach zdobyli komplet punktów. Śląsk w ostatnich spotkaniach pokonał słabiutką na wyjazdach Koronę, oraz zawsze groźną drużynę z Niecieczy. Drużyna Jana Urbana nadal liczy się w walce o awans do czołowej ósemki, na ten moment ma tylko trzy punkty straty do Korony Kielce, która jest ostatnią drużyną, która łapie się do grupy mistrzowskiej. Tak więc już dziś Śląsk może zrównać się punktami z Koroniarzami. Natomiast Cracovia ma już tylko punkcik przewagi nad będącą na ostatnim miejscu drużyną Górnika Łęczna, jednak ekipa Franciszka Smudy zdaje się rozpędzać, co może zwiastować problemy dla krakowian. Już po ostatniej kolejce opiekun drużyny Pasów, pan Jacek Zieliński mówił, że zrozumie jeśli zostanie zwolniony. Jednak w obliczu podziału tabeli oraz punktów sytuacja Cracovii nie jest tak tragiczna. Trzeba jednak szukać formy jak najszybciej, żeby w dobrych nastrojach wejść w ostatnie siedem spotkań sezonu.

Drugi dzisiejszy mecz to spotkanie dwóch drużyn z czołówki Ekstraklasy. O 20:30 na stadionie w Lubiniu rozpocznie się spotkanie miejscowego Zagłębia z liderem tabeli Jagiellonią Białystok. Drużyna gospodarzy zajmuje piąte miejsce w tabeli, jednak od trzech spotkań nie potrafiła znaleźć sposobu na pokonanie rywali. Natomiast drużyna gości w ostatnich czterech spotkaniach zdobyła 10 punktów co stawia ją w roli faworyta tego spotkania. Drużyna trenera Michała Probieża znajduje się jednak pod presją. Za jej plecami znajdują się aż trzy drużyny, które tracą maksymalnie trzy punkty. Ewentualna pomyłka w dzisiejszym meczu może kosztować białostoczan utratę pozycji lidera. Na pewno fakt, że drużyny ścigające Jagę, Lech i Legia, grają w ten weekend mecz między sobą może wpłynąć motywująco na drużynę Probierza. Mogą oni odskoczyć od obu tych drużyn i wywalczyć sobie lepszą pozycję w walce o Mistrzostwo Polski. Te spotkanie zapowiada się interesująco, natomiast obie drużyny mają swoje problemy, które mogą się przełożyć na jakość dzisiejszego hitu. Jaga grająca kiepsko na wyjazdach w tym roku plus Zagłębie osiągające niezadowalające wyniki w ostatnich spotkaniach, mogą oznaczać, że mecz zapowiadający się na hit, może stać się zwykłą ligową kopaniną zakończoną wynikiem 0 – 0.

Trzeba zatem czekać jak potoczą się dzisiejsze spotkania w Lotto Ekstraklasie, na pewno będzie można z zaciekawieniem zasiąść w fotelu i oglądać starcia ekip z górnej i dolnej połówki tabeli. Zatem już dziś o 18:00 rozpocznie się 28 kolejka ligi, która nieuchronnie zbliża się ku końcowi. Niech będą emocje! M.

Zadanie wykonane

Jeśli ktoś miał wczoraj dwie godziny wolnego czasu mógł śmiało poświęcić je na obejrzenie meczu Pogoń Szczecin – Lech Poznań. Pytanie tylko brzmi: Po co? Mecz ten niczym nie różnił się od meczów towarzyskich. Lech zagrał w tym spotkaniu bo musiał, mimo, że miał zapewniony awans do finału już wcześniej. Ktoś powie: halo, halo? Przecież Pogoń mogła zagrać jak Wigry dzień wcześniej. Moja odpowiedź brzmi: Nie. Nie mogła. Wigry trafiły na Arkę, która jest ostatnio w naprawdę kiepskiej formie. Dodając do tego pokłady zaangażowania jakich nie było w Pogoni, Wigry miały dużo większe szanse na walkę o awans, pomimo faktu, że grały mecz na stadionie Arki. Statystyki meczu Pogoń – Lech zakłamują fakty. Pogoń oddała AŻ 24 strzały. Pogoń gniotła Lecha, wcisnęłą go w swoje pole karne i nie wypuściła przez cały mecz. Lech szczęśliwie awansował. NIE. Pogoń miała TYLKO 4 celne strzały. Burić miał niewiele okazji do wykazania się mimo, że Pogoń strzelała bardzo często. Natomiast Lech, nie musząc specjalnie angażować się w ofensywę, spokojnie wykorzystał swoją jedyną okazję. Konkretniej Marcin Robak, po zagraniu Raduta, wykorzystał swoje atrybuty, czyli siłę i mocne uderzenie z obu nóg. Najpierw z dziecinną łatwością wygrał pojedynek z Rudolem, następnie źle przełożył sobie piłkę na lewą nogę i bardzo mocnym uderzeniem pokonał bezrobotnego w tym meczu Słowika. Lech oddał jeden celny strzał i wygrał mecz 1 – 0. Teraz drużynę z Poznania czeka dużo trudniejsze zadanie, bo już w niedzielę na własnym boisku podejmą oni drużynę Legii Warszawa. Podsumowując te spotkanie można powiedzieć, że było ono w wykonaniu drużyny Bielicy perfekcyjne. Wygrali, nie stracili gola, nie odnotowali kontuzji, żaden z kluczowych piłkarzy nie jest jakoś bardzo zmęczony po tym meczu, a drużyna zagrała na zero z tyłu. Pozostaje tylko czekać na niedzielę i na hit Ekstraklasy. Ten mecz może pokazać bardzo dużo o formie obu drużyn w tym momencie. M.

Kolejny powrót.

Po raz kolejny podejmuję próbę pisania. Mam ogromny problem z utrzymaniem samodyscypliny w tym względzie, ale mam zamiar podjąć jeszcze jedną próbę. Jutro wieczorem pojawi się pierwszy konkretny wpis, dotyczący rewanżowego meczu półfinału Pucharu Polski Pogoń – Lech. Mam nadzieję, że kolejna próba powrotu będzie trwała dłużej, natomiast będę starał się po prostu funkcjonować od wpisu do wpisu, nie obiecuję, że wpisy będą codziennie, co drugi dzień. Mogą być nieregularne. Natomiast już teraz mogę zaprosić do przeczytania mojego wpisu jutro. Pozdrawiam i do zobaczenia jutro! M.

No tak…

Poniesiony entuzjazmem liczyłem na dobry występ Legii. Żenada. Tego nie dało się oglądać, jesteśmy tak daleko w tyle, że Borussia leżąc byłaby w stanie strzelić 3-4 bramki, a tak skończyło sie tylko na 6. Pogrom, katastrofa, widoczna różnica klas, 10000 klas. Dużo czasu będzie musiało upłynąć zanim Legia osiągnie poziom wczorajszego przeciwnika, o ile w ogóle się to uda. Żaden z zawodników Legii nie byłby w stanie załapać się nawet do 18 meczowej Borussi. Przeciwnik wcale nie chciał strzelać tylu goli, w drugiej połowie rzadko przyspieszał grę, ale jak odpuścić, kiedy wystarczy jedno podanie na wolne pole, a otwiera się autostrada do bramki? Ciekaw jestem teraz powrotu do rzeczywistości, już w niedzielę czeka Legię trudny mecz ligowy z Zagłębiem Lubin, mecz ten będzie w końcu meczem w tempie Legii. Zagłębie będzie grało wolniej, spokojniej, nie będzie narzucało takiego tempa. Może nawet Legia będzie lepsza, ale co z tego, że w naszym sosie są mocni, jak grają z kimś mocniejszym i jest problem. Oj dużo przed wami pracy jeszcze włodarze klubu, oj dużo. Ale jest nadzieja, że z biegiem czasu klub się rozwinie, może będzie nawet kiedyś walczył o 3 miejsce w grupie, ale to pewnie nie za naszego życia.

Malarz, Bereszyński, Czerwiński, Dąbrowski, Guilherme ci ludzie mieli zatrzymać wielkie gwiazdy światowej piłki. Bramkarz, który po wojażach zagranicznych wrócił do kraju, prawy obrońca, który jeszcze kilka lat temu był napastnikiem. Obrońca, który jeszcze nie tak dawno grał ze Stomilem Olsztyn czy innymi Ząbkami. Drugi środkowy z niewiele lepszą historią. No i na koniec perełka LO z prawdziwego zdarzenia, Warszawski Alba, przyszła gwiazda reprezentacji Brazylii. Tym składem nie da się nie stracić kilku bramek. Dużo jeszcze zmian kadrowych musi nastąpić, żeby walczyć chociaż o punkt z takim klubem.

No dobrze, pora już powrócić do ligowej młócki, już niedługo znowu będziemy się ekscytować hitami w stylu Wisła Płock – Ruch Chorzów. Od czasu do czasu wpadnie kilka bramek przeciwko Legii w LM, ale to tylko rozrywka na boku. Trzeba wrócić do kibicowania naszym klubom w Ekstraklasie, i udawać, że w sumie poziom jest nawet wysoki…

Początek historii!

14 Wrzesień 2016 dzień szczególny, szczególny dla naszej piłki – powrót do Ligi Mistrzów po 21 latach, szczególny dla mnie – 22 urodziny. Przez całe swoje życie nie miałem możliwości zobaczyć mistrza Polski grającego przeciwko drużynom z topu światowego. Zawsze siedziałem przed telewizorem z zazdrością oglądając te gwiazdy, marząc, że kiedyś ujrzę i nasz klub w tych elitarnych rozgrywkach. Rok w rok moje marzenia były niszczone przez większe czy mniejsze kluby, z wiekiem zacząłęm coraz bardziej wątpić w to, że kiedykolwiek się to uda. Ten rok jest jednak szczególny, wyjątkowy, dzieją się w nim rzeczy, których nie śmiałbym się spodziewać. Polska na EURO walczy z Portugalią jak równy z równym, Legia wkracza do świata piłki przez duże P, Wisła Kraków zostaje porzucona przez Bogusława Cupiała i grzęźnie na dnie tabeli. Ta wielka Wisła, klub który był najbliżej bram raju przez te wszystkie lata. Ale to wszystko jest już nie istotne. Liczy się tylko to co będzie się działo od 20:45. Legia może się skompromitować, może przegrać 6 spotkań w fatalnym stylu, każdy wynik powyżej 0 będzie ponad stan, Real, Borussia, Sporting to drużyny poza zasięgiem Legii, i jeszcze przez wiele lat pewnie będą, ale niech ten sezon będzie początkiem czegoś nowego, czegoś fajnego. To tylko piłka nożna i nie grają tu pieniądze ani nazwiska, dlatego mimo wszystko wierzę, że Legia jednak zdobędzie jakieś punkty. Pokaże tym wszystkim niedowiarkom, że nawet będąc na początku drogi, można osiągnąć sukces. Dlatego dzisiaj usiądźmy wszyscy przed telewizorami, obojętnie czy kibicujesz Legii, Wiśle, Ruchowi czy Lechowi, usiądź i wspieraj, i wierz. Bo tylko wiara potrafi zmienić największe starania w sukces. Do boju Legio, po sukces!

Zmiany, zmiany

Na moim blogu od prawie 6 miesięcy nie ukazał się żaden wpis. Piłka nożna nie zna litości, w tym czasie wydarzyło się bardzo dużo: Legia zdobyła dublet, Polska zagrała bardzo dobry turniej we Francji, Legia zastąpiła Czerczesowa Hasim, nieudane kwalifikacje do pucharów w wykonaniu naszych drużyn, szczęśliwy awans Legii do Ligi Mistrzów, zmiana trenera w Lechu Poznań. To wszystko przeszłość, te tematy zostały już wyczerpane, czas zacząć pisać o teraźniejszości, o przyszłości.

Już mniej niż 48 godzin zostało do historycznego meczu Legii Warszawa z Borussią Dortmund, meczu który pokaże nam czy możemy liczyć na cokolwiek w obecnej edycji Ligi Mistrzów. Wszyscy skazują Polaków na pożarcie, wszyscy śmieją się z postawy Legii w Ekstraklasie, oczywiście, Legia faworytem nie będzie, przez większość meczu będzie musiała się bronić za podwójną gardą, jej szanse są minimalne. Moim zdaniem przy odrobinie szczęścia Legia ma szansę nawet na komplet punktów, oczywiście to teoria dla niektórych nierealna, ale czy realne było, że Lech będzie w stanie pokonać Manchester City? 6 lat minęło od tego pamiętnego meczu, meczu który doskonale pokazuje, że nie można się bać nikogo. Oczywiście, i ówczesne City i teraźniejsza Borussia są daleko poza zasięgiem klubów Ekstraklasy, ale piłka polega na tym, że lepszy wygrywa, że bogatszy wygrywa. Wystarczy jedno zagranie, jeden przypadkowy gol na początku spotkania i Legia może osiągnąć nieprawdopodobny sukces. Oczywiście może też być tak, że Legia nie zdobędzie ani jednego punktu, ani jednej bramki. Stanie się tylko pośmiewiskiem. Ale tylko Polacy będą się z niej nabijać. W historii wielokrotnie zdarzało się, że drużyna nie zdobywała ani jednego puntku. 3 sezony temu wielka Marsylia zakończyła fazę grupową z kompletem porażek, pięć sezonów temu były aż 3 takie drużyny, w tym m. in. słynne Villareal i Dynamo Zagrzeb. Cokolwiek Legia zrobi, nie będzie najgorsza w historii, dlatego powinna podejść bez kompleksów, bo jest w stanie powalczyć, niekoniecznie osiągnąć sukces, ale chociaż powalczyć z wielkimi. Pokazać, że nawet klub bez sukcesów międzynarodowych może wygrać z najlepszymi. Niech zaangażowanie i pasja, czyli to czego im tak bardzo brakuje w lidze, będzie tym co da im sukces w LM. Nam pozostaje trzymać kciuki będąc przed telewizorami czy na stadionie, bo Liga Mistrzów, to coś o czym Polski kibic mógł tylko marzyć. Do boju Legio! Po historię!

Powrót!

Witam ponownie na moim blogu, już drugi raz, tym razem po znacznie dłuższej przerwie wracam do pisania, z nową energią. Tym razem na serio wpisy będą ukazywały się codziennie. Zaczynając od moich przemyśleń na tematy, które miały miejsce w czasie kiedy mnie nie było.

Czas na rewolucję!!

Właśnie zakończył się mecz Pogoń Szczecin – Lech Poznań. Spotkanie które zakończyło się zwycięstwem Pogoni 1-0. Spotkanie, które podsumowuje cały sezon w wykonaniu klubu z Poznania. Do końca sezonu zostały 3 kolejki. Żadnych szans na mistrzostwo, na podium, na europejskie puchary. Nadal można liczyć na Puchar Polski, jednak patrząc na obecną formę Legii Warszawa, szanse Kolejorza są minimalne. Paradoksalnie jednak, brak pucharów może wyjść temu klubowi na dobre. Ten mecz to idealny wzór, aby pokazać jak funkcjonuje ten klub. Trzeba zburzyć wszystko i zacząć budowę tego klubu od początku. Zostawić należy jedynie herb, tradycję, historię i kibiców. Poza tym wszystko jest do wymiany, od zarządu po zawodników. W dzisiejszym spotkaniu drużyna z Poznania wyglądała bardzo dobrze, grała z polotem i stwarzała sobie dobre sytuacje do strzelenia bramki. Jednak do przerwy na tablicy widniał wynik 0-0, a w przerwie wydarzyło się coś co całkowicie odmieniło obraz gry. Coś co pokazuje, na jak ogromnym zakręcie znalazł się ten klub. Boisko opuścił Gergo Lovrencics a za niego zameldował się Nicki Bille Nielsen. Z pozoru zwykła zmiana taktyczna, przejście na grę dwoma napastnikami. Pytanie tylko brzmi po co? Trenerze Urban. Po co zmieniać coś co funkcjonowało dobrze. Trzeba sobie powiedzieć wyraźnie, ta jedna z pozoru niegroźna zmiana, miała kolosalne znaczenie w kontekście całego meczu. Lech totalnie przegrał rywalizację w środku pola. Druga połowa to popis nieudolności piłkarzy i trenera. Ten mecz, jest kroplą, która przelała czarę goryczy. Tutaj potrzeba działać. NATYCHMIAST. Już jest za późno, ale być może uda się totalny upadek zmienić w katastrofę. Potrzebna jest zmiana zarządu. Trenera. Piłkarzy. Pomysłu na zarządzanie tym klubem. Z dzisiejszej podstawowej jedenastki, klub muszą opuścić: Ceesay, Wilusz, Volkov, Lovrencics, do tego rezerwowi Jevtić, Tetteh, Dudka, Kotorowski, wiecznie kontuzjowany Robak, nieobecny dzisiaj Kamiński. Ta dziesiątka powinna niezwłocznie opuścić ten Klub. To porażka zarówno zarządu jak i tego mitycznego, wspaniałego scoutingu. W ich miejsce powinna przyjść grupa zupełnie innych młodych ludzi, pełnych werwy i zaangażowania. Jednak przede wszystkim ten klub muszą opuścić władze. Panowie Rutkowscy i Klimczak. To oni doprowadzili Klub do ruiny. Wystarczy spojrzeć jak wyglądają zawodnicy przychodzący do tego zespołu w swoich pierwszych występach, a jak wyglądają po kilku miesiącach. Fizycznie, taktycznie, mentalnie ta drużyna jest słaba, słaba nawet jak na warunki Ekstraklasy. Dzisiaj wystarczył jedna zmiana, żeby wszystko zniszczyć. Ale żeby wszystko naprawić tych zmian musi być dużo więcej. Pozostaje tylko czekać na rozwój wydarzeń. HEJ LECH!

Osobny akapit należy się przyszłemu zdobywcy dubletu, drużynie Legii Warszawa. Można tego klubu nienawidzić, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że ryzyko się opłaciło. Duże pieniądze zainwestowane w zespół przynoszą efekt. Ale widać też, że drużyna ta jest budowana z pomysłem. Zaczęło się od zbierania ligowców m.in. Jodłowiec, Brzyski, Pazdan, Vranjes, Borysiuk, czy też najnowszy nabytek Hamalainen, do tego bardzo dobry zaciąg z zagranicy: Hlousek, Prijović czy przede wszystkim Nikolić. To pokazuje jak potężną maszyną jest teraz ten klub. Do tego osoba Stanisława Czerczesowa dopełnia obraz sukcesu tego klubu. Niestety dla kibiców z całego kraju, ale trzeba przyznać, że Legia w przyszłym sezonie ma szansę na awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. A jeśli tak się stanie, to Legia stanie się hegemonem na kilka lat. Ale jeśli coś w naszej piłce klubowej ma się zmienić, to wydaje się, że jest to dobry moment. Ten moment trzeba wykorzystać. Bo silniejsza finansowo Legia, to silniejsza liga. W tym także Lech Poznań.

Powracam z postem, po kilku tygodniach, postaram się wrzucać teksty częściej.

Sprawdzian na 5!

Polska 5 – 0 Finlandia. Mało kto byłby w stanie przewidzieć, że takim wynikiem zakończy się te spotkanie. Wynik tego meczu zachwyci wszystkich, zwycięstwo w takich rozmiarach, z takim zespołem jak Finlandia to nie lada sukces. Drużyna Suomi w rankingu FIFA notowana jest na 49, Polska na 31. Rankingowo to 18 miejsc różnicy, natomiast dzisiejszy mecz pokazał, jaka przepaść jest między tymi dwoma zespołami. Ale dość tego wstępu, czas przejść do analizy tego spotkania.

Polska 5 – 0 Finlandia
Bramki: Grosicki (18′ 85′), Wszołek (20′ 66′), Starzyński (32′)

Plusy:
Przede wszystkim cieszy wynik tego spotkania, duża ilość bramek to coś do czego nasza reprezentacja zaczyna powoli przyzwyczajać. Od ostatniego meczu bez strzelonej bramki minęło 9 miesięcy i 8 spotkań. Bilans tych spotkań to 8-1-1, bramki 28:10. Dziwnym nie jest, że wokół Polskiej kadry zaczęły panować tak optymistyczne nastroje, od jakiegoś czasu kadra Nawałki pokazuje, że potrafi strzelać bramki nie tylko ogórkom, ale także drużynom z czołówki rankingu FIFA. 4 bramki strzelone Islandii, 3 Czechom, a teraz 5 Finlandii. Dlatego na EURO we Francji nikt nie powinien obawiać się o ofensywę. W dzisiejszym spotkaniu szczególnie dobrze zaprezentowały się skrzydła. Kamil Grosicki i Paweł Wszołek zdobyli po 2 bramki, i pokazali, że są poważnymi kandydatami do walki o podstawową jedenastkę na turnieju we Francji. Ten mecz pokazał również, że istnieje jednak życie bez Jakuba Błaszczykowskiego. Polacy na skrzydłach prezentowali się bardzo dobrze, bardzo często do akcji ofensywnych włączał się Artur Jędrzejczyk. To właśnie na skrzydłach nasza drużyna doprowadziła do tego zwycięstwa.
Należy również zwrócić uwagę na graczy z rodzimej Ekstraklasy. Dobrze spisał się Michał Pazdan, który uchronił nasz zespół przed utratą bramki, świetne spotkanie rozegrał wspomniany już wcześniej Artur Jędrzejczyk, Filip Starzyński zdobył swoją pierwszą bramkę w kadrze i to na tle silnego rywala.

Minusy:
Pomimo wysokiego zwycięstwa są również rzeczy, za które należy ganić piłkarzy Nawałki. Na myśl od razu przychodzi Arkadiusz Milik. Piłkarz Ajaxu miał w tym spotkaniu udowodnić, że gorsza gra w meczu z reprezentacją Serbii, to wypadek przy pracy. Należy sobie otwarcie powiedzieć: Arek zawiódł, nie zdobył bramki, nie zaliczył asysty, nie potrafił wygrywać pojedynków z katastrofalnym Arajuurim. Dlatego też ciężar zdobywania bramek musieli wziąć na siebie inni. Trzeba też powiedzieć, że w środku pola Polacy nie rozegrali dobrego spotkania, bardzo przeciętne spotkanie zagrali Kapustka oraz Starzyński. Ocenę Starzyńskiego podnosi jednak minimalnie strzelony gol. Krychowiak swoją grą pokazał, że po kontuzji nie zdążył wrócić na swój poziom, gra w destrukcji na stałym solidnym poziomie, natomiast w ofensywie nieistniejący.
Defensywa naszej reprezentacji nadal jest do poprawy. Zawodnicy Nawałki na początku drugiej połowy chcieli przećwiczyć grę z kontrataku. Spotkanie to pokazało, że jednak nasza reprezentacja, o dziwo, ma z tym problem. Gdy tylko Polacy oddali inicjatywę, od razu pod bramką Tytonia zrobiło się cieplej. Tak jak w pierwszej połowie Artur Boruc mógł się spokojnie rozłożyć na leżaku, tak w drugiej Przemysław Tytoń musiał być cały czas na posterunku. Polakom nie wychodziło rozgrywanie piłki od tyłu, wszyscy zawodnicy byli bardzo elektryczni, i widać było, że nie są najlepsi w rozgrywaniu piłki.
Trzeba też dodać kilka słów o naszej defensywie, która pomimo tego, że nie straciła bramki, grała bardzo elektrycznie. Polacy sami stworzyli jedyną okazję reprezentacji Finlandii. Zbyt krótkie zagranie Jędrzejczyka chciał ratować Boruc, ale że wybił za krótko, sytuację ledwo uratował Pazdan wybijając piłkę praktycznie z linii bramkowej.

Podsumowanie:
Reprezentacja Polski w dobrym stylu pokonała, bądź co bądź silną reprezentację Finlandii. Po raz drugi z rzędu nie straciliśmy bramki. Z niecierpliwością należy wyczekiwać kolejnych spotkań.A kolejne spotkanie będzie nie lada wyzwaniem. Niedługo, bo już 1 czerwca na PGE Arenie w Gdańsku, reprezentacja Polski podejmie drużynę Holandii. Dla kadry Nawałki będzie to najważniejszy mecz w trakcie przygotowań do EURO. W końcu Polacy zagrają z naprawdę silną reprezentacją. Te spotkanie pokaże czego możemy spodziewać się podczas turnieju we Francji. Wszyscy z niecierpliwością wyczekujemy tego spotkania i będziemy odliczać dni dzielące nas od Dnia Dziecka. Polacy mogą w końcu pokazać, że wraca dobra fala naszej reprezentacji.

Pokazać klasę!

Już za niecałą godzinę rozpocznie się kolejny sprawdzian reprezentacji pod dowództwem Adama Nawałki. O 17:30 na Stadionie Miejskim we Wrocławiu Polska podejmie reprezentację Finlandii. Pomimo tego, że jest to mecz towarzyski, ma on ogromną stawkę dla naszych piłkarzy. To właśnie dziś, po raz ostatni, nasi piłkarze mają okazję pokazać się w takim składzie, przed ostatecznym zamknięciem kadry na EURO 2016. Jak ma to w zwyczaju nasz selekcjoner, w pierwszym spotkaniu towarzyskim, ze Serbią, wystąpił najmocniejszy możliwie skład. Natomiast dziś, spotkanie przeciwko Finlandii będzie testem dla zawodników z drugiego szeregu, wielu z nich ma niepowtarzalną okazję, żeby przekonać do siebie selekcjonera biało-czerwonych.

Poniżej składy obu zespołów:
Artur Boruc – Artur Jędrzejczyk, Kamil Glik, Michał Pazdan, Jakub Wawrzyniak – Paweł Wszołek, Grzegorz Krychowiak, Bartosz Kapustka, Filip Starzyński, Kamil Grosicki – Arkadiusz Milik

Lukas Hradecky – Jere Uronen, Joona Toivio, Paulus Arajuuri, Kari Arkivuo – Roman Eremenko, Tim Sparv, Alexander Ring, Përparim Hetemaj – Joel Pohjanpalo, Kasper Hämäläinen

Jak widać Adam Nawałka postanowił wymieszać zmienników z zawodnikami teoretycznie podstawowymi. Już po samej wyjściowej 11 możemy zauważyć również, że selekcjoner chce przetestować wariant gry z jednym tylko napastnikiem jakim będzie Arkadiusz Milik. Po bardzo przeciętnym spotkaniu przeciwko Serbii, kilku piłkarzy będzie miało okazję, aby pokazać klasę, jaką prezentują w swoich klubach. Warto będzie dziś obserwować w szczególności Glika, Krychowiaka, Grosickiego i Milika. Cała ta czwórka musi pokazać, że mecz z Serbią był tylko wypadkiem przy pracy. Natomiast reszta zespołu na pewno musi pokazać ogromne zaangażowanie i chęć pokazania się trenerowi. Miejmy nadzieję, że spotkanie to przedłuży serię zwycięstw z rzędu aż do pięciu. Już dawno nasza reprezentacja nie dawała tak ogromnych nadziei na osiągnięcie sukcesu, na dużej imprezie, jak teraz. Miejmy nadzieję, że komplet kibiców we Wrocławiu obejrzy dziś mecz w którym padnie wiele bramek, który da nam dużo emocji, a na pewno da dużo odpowiedzi Adamowi Nawałce, kogo powołać na ostatnie zgrupowanie przed imprezą główną. Nie pozostaje nam nic innego jak trzymać kciuki za naszą drużynę i odliczać ostatnie sekundy do pierwszego gwizdka tego spotkania. POLSKA!!!